31, 32, 33, 34, 35 36, JESTEM W DOMU !!!!!!!!!!!!

31 dzień (23-05 czwartek)
Dzisiejszy dzień właściwie jest bez historii. Wyruszam rano z la Carolina i obieram kurs na Francję. Pogoda zaczyna się trochę psuć, ale mam nadzieję, że nie będzie padało. Drogi w Hiszpanii są bardzo dobre i można docisnąć trochę gazu. Niestety wyciek oleju cały czas jest i moja nogawka coraz bardziej jest naoliwiona. W końcu docieram do przestrzeni przygranicznej miedzy Hiszpanią i Francją. Niestety pogoda się psuje a droga jest coraz bardziej kreta. Wjeżdżam w teren górzysty i musze uważać na ostre zakręty, które podczas zjazdów zmuszają mnie do ograniczenia prędkości. Robi się coraz zimniej i deszczowo – pogoda jest ogólnie zła. W końcu wjeżdżam na teren Francji i obieram kurs na Bordeaux. Czuje się Bordeaux coraz bardziej zmęczony. Pojawiają się pierwsze polskie tablice rejestracyjne. Niestety pojawiają się coraz częściej bramki na autostradach, które we Francji są całkiem drogie. Ostatecznie znajduję hotel, w którym postanawiam przenocować. Czuje się coraz bardziej zmęczony i zziębnięty. Dzisiaj nakręcone 926 km.

32 dzień (24-05 piątek)
Warunki w hotelu były całkiem fajne. Wypiłem dwie gorące kawy i pierwszy raz od dłuższego czasu herbatę lipton. Pogoda niestety jest bardzo zła. Pakuje erteka i kieruję się w stronę Brukseli. Deszcz jest coraz mocniejszy, co niestety zmusza mnie do ograniczenia prędkości. Właściwie cały całą drogę wjeżdżam w deszczowe chmury, potem z nich wyjeżdżam – i tak w kółko. Deszcz spłukuje mnie doszczętnie, są takie momenty ulewy, że chcę się zatrzymać w hotelu i nie ryzykować dalszej drogi. Olej cieknie coraz bardziej. Na jakiejś stacji benzynowej zatrzymuję się i staram przeczekać ulewę. Uzupełniam olej, wypijam ciepłą kawę i podejmuję decyzję, że jak znajdę hotel to zatrzymuję się na noc. Po drodze jednak deszcz nieco ustaje i wiatr osusza moje ciuchy. Temperatura jest jednak niska i zimny wiatr przewiewa mnie dosyć dokładnie. Zaciskam jednak zęby, odkręcam gazy i jadę w kierunku Brukseli. Po drodze znowu dostaje się w zatłoczony Paryż. Podobnie jak w drodze do Afryki przeciskam się sprawnie między sznurkami samochodów i o dziwo udaje mi się przebrnąć przez paryski tłok dosyć szybko. Do Brukseli pozostaje ok. 250km. Kontaktuję się z Piotrem z zapytaniem, o której kładą się spać. Nie wiem czy mam jechać do Brukseli i zaskoczyć ich w porze nocnej, czy szukać hotelu i dojechać do Kingi i Piotra następnego dnia. Po chwili otrzymuje sms’a zwrotnego „Dawaj, czekamy na Ciebie”. Odkręcam wiec gaz i daję czadu kierunku Brukseli. Z wielką ulgą mijam tablice informującą, że jestem na terenie Belgii. Dojeżdżam do celu ok. godz. 22 mokry i totalnie wyziębiony, ale szczęśliwy. Dostaję gorącą herbatę i9 drinka. Czuje się doskonale. Dzisiaj nawinięte 1031 km, z czego większość w ulewnym deszczu. Pozostanę u Kingi i Piotra do poniedziałku. W poniedziałek rano ruszam w kierunku Hanoweru, gdzie odwiedzę kuzyna, z którym nie widziałem się 12 lat.

33 dzień (25-05 sobota)
Nareszcie nie musze się rano spieszyć żeby ruszyć w dalsza podróż. Wyspałem się za wszystkie czasy. Wstaje leniwie i zaczynam oglądać stan motocykla. Widzę kilka zniszczeń, ale tego mogłem się spodziewać po afrykańskiej podróży. Widzę pęknięte mocowanie od przedniej owiewki z zegarami – to efekt dziurawych gwinejskich dróg. Po powrocie do Bydgoszczy musze poszukać miejsca, gdzie będę mógł pospawać aluminium. Cały czas pozostaje problem cieknącego oleju. Jedziemy z Piotrem do dealera BMW. Miejsce powala na kolana. Po wejściu do środka na pierwszym planie wita mnie GS 1200 – może kiedyś sobie sprawie takie cudo. Poza tym cała gama całkiem okazałych maszyn. Gość z obsługi jest trochę zamulony i zaczyna przebąkiwać, ze w sobotę nie sprzedają podzespołów do motocykli. Ostatecznie przynosi uszczelkę korka, ale nie ma głównej uszczelki. Może ja zamówić na środę, ale ja nie chce tak długo siedzieć w Belgii. Biorę co jest i wracamy zobaczyć jaki będzie efekt. Po zamontowaniu uszczelki jadę na autostradę zobaczyć, jaki jest efekt. Jest dużo lepiej, ale nadal są małe wycieki. Piotr zaczyna szperać w swoich skarbach i przynosi jakieś gumowe uszczelki, które montujemy w erteku. Wszystko wskazuje na to, że problem jest zażegnany, ale i tak efekt będzie w 100% widoczny podczas podróży do Hanoweru. Teraz zabieram się za moje ciuchy motocyklowe. Są w takim stanie, że mam opory, aby je ubrać. Całe zasyfione czerwonym, afrykańskim kurzem. Poza tym śmierdzą olejem i bardziej przypominają szmaty niż odzież motocyklisty. Idziemy z Piotrem do pralni i wrzucamy ciuchy do pralki. Efekt jest całkiem niezły, ale do ideału daleko. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony, bo komfort dalszej podróży będzie nieporównywalny. Piorę tez wyściółkę kasku i chustę. Myje motocykl, który wygląda podobnie jak ciuchy przed wypraniem. Wieczorem siadamy przed TV i jest pełen relaks – tak bardzo mi potrzebny. Jutro mamy pojechać zwiedzać Brukselę.

34 dzień (26-05 niedziela)
Wysypiam się za wszystkie czasy. Potem śniadanko i szykujemy się na zwiedzanie Brukseli. Pogoda jest nienajlepsza, ale całe szczęście, że nie pada. Jest zimno i wietrznie. Jedziemy na Waterloo a potem do centrum Brukseli. Zwiedzamy okolice atomium, stare miasto i bardzo gustowne uliczki miasta. Czas mija pod znakiem relaksu i luzu. Jestem bardzo wdzięczny Kindze i Piotrowi za gościnę. Mogę być dumny za to, że mam takich przyjaciół. Jutro wyjazd do Hanoweru. W Internecie pogoda optymistyczna i mam nadzieję, że to 400km przebrnę bez problemów.

[ Dodano: 2013-05-28, 08:47 ]
Dzisiaj jeszcze pozostaje u kuzyna w Hannnoverze. Jutro robię skok do Poznania i tam tez odwiedzę rodzinę, z którą dawno się nie widziałem. Potem lecę prosto na Bydgoszcz – do mojej rodzinki . Najgorsza jest pogoda, bo aura deszczowa

[ Dodano: 2013-05-28, 20:26 ]
35 dzień (27-05 poniedziałek)
Poranek w Belgii nastraja optymistycznie. Nie jest ciepło, ale świeci słońce i nie zanosi się na deszcz. Jak zwykle szybkie śniadanie, pakowanie i już jestem gotowy do przeprawy w kierunku Hannoveru. Na ulicach jest raczej tłok, ale podobnie jak w Paryżu, tutaj też przeciskanie się między samochodami to chleb powszedni. Cała przeprawa przez Bruksele nie zajmuje mi dużo czasu. Wylatuje na autostradę i odkręcam gaz. Jest dosyć zimno, ale ubrałem na siebie wszystko to, co nadawało się do „ocieplenia” zagubionego motocyklisty. Wyjeżdżam z Belgii, potem zahaczam o kawalerek Holandii, by następnie zobaczyć tablicę informującą, że jestem na terenie Niemiec. Cała podróż przebiega sprawnie. Po drodze zatrzymuje się na kanapkę i oczywiście tankowanie. Niestety im dalej zagłębiam się w terenie naszych zachodnich sąsiadów, tym pojawiają się bardziej wyraziste deszczowe chmury. Ostatecznie na 60km przed Hannoverem dopada mnie dosyć intensywny deszcz. Zatrzymuje się tylko, żeby założyć kurtkę przeciwdeszczową i lecę dalej pod adres, który jest wbity do nawigacji. Deszcz niestety się zmaga coraz mocniej i czuję jak mi nosi tył motocykla. Oznacza to, że muszę zwolnić, żeby dotrzeć na miejsce w jednym kawałku. Ostatecznie, mokry jak szczur, staję przed drzwiami domu mojego kuzyna, którego nie widziałem aż od 12 lat! Bardzo mi miło spotkać się z nim po tylu latach oraz poznać jego żonę Megumi i córki Mayę i Julię. Atmosfera jest bardzo sympatyczna a dzieciaki okazały się istnym pokładem energii – szczególnie Maya. Na przywitanie dostaje ciepłą kawę a potem pyszne japońskie jedzenie – niestety nie pamiętam nazwy :- ). Napełniony brzuch uzupełniam dwoma piwami i czuje się po prostu SUPER! Po drodze niestety spod korka lekko łzawi olej. Jutro z kuzynem pojedziemy do serwisu BMW żeby zaradzić temu problemowi. Dzisiaj nawinięte 520 km. Do domu coraz bliżej :- ).,

36 dzień (28-05 wtorek)
Pobudka ok. godz 8:30. Potem pyszne śniadanie, kawa i jesteśmy gotowi, żeby pojechać do BMW. Wcześniej kuzyn odwiózł córki do przedszkola i szkoły. Wsiadamy do samochodu i udajemy się do świątyni Bayerische Motoren Werke. Po wejściu do środka jestem zachwycony. W Brukseli salon BMW zrobił na mnie wrażenie, ale tutejszy przeszedł moje oczekiwania. Na „dzień dobry’ wita mnie cudowny GS 1200, potem LT1200 – same extra egzemplarze. Może kiedyś ………. Na razie musze się skupić na uszczelce, żeby moja babcią dotrzeć do celu bez naoliwienia nogawek oraz lewego buta. Facet przy kasie, jak przystało na Niemca, skrupulatnie szuka w katalogach modelu mojego erteka. Kupujemy uszczelki i jeszcze przez chwilę cieszę oko cackami, o których na razie mogę tylko pomarzyć. Wychodzimy z okazałego budynku i wchodzimy zasymulować kupców do salonu Ferrari. Zaraz przy wejściu stoi egzemplarz (poza zasięgiem pracowników uczelni) za jedyne 300 tyś euro. Jak szkoda, że zapomniałem mojej karty kredytowej……! Przeboleje to i wrócę sobie do domu moja beemką. Dzisiaj jeszcze zwiedzamy 3 sklepy motocyklowe, ale ciągle myślę o tym, co widziałem w BMW. Potem kuzyn, jak przystało na artystę muzyka, zaprowadza mnie do Akademii Muzycznej w Hannoverze – jego byłej uczelni. Cały budynek jest dosyć oryginalny, bo zbudowany w kształcie ucha. Zwiedzamy jeszcze filharmonię oraz kawałek miasta. Generalnie Hannover robi wrażenie całkiem spokojnego, cichego miasta. Wracamy do domu i uszczelniam nieszczęsny wlew oleju, po czym jadę na autostradę wypróbować nowe uszczelki. Na pierwszy rzut oka wszystko jest Ok., ale i tak ostateczny efekt będzie widoczny na trasie do Poznania. Przed domem robimy jeszcze sesję fotograficzna przy erteku – pozuje Megumi, Maya i Julia. Po całym tym zamieszaniu napycham się przepysznymi, japońskimi daniami. Oczywiście jedzenie pałeczkami nie jest moja najmocniejsza stroną, ale żarło jest odlotowe! Jutro jadę do Poznania i tam zatrzymam się u rodziny na jedna noc. Czeka mnie ok. 530 km, ale podobno droga jest bardzo dobra i jeżeli nie będzie lało to powinienem szybko przeskoczyć ten dystans. Z Poznania polecę już bezpośrednio do Bydgoszczy i to będzie koniec mojej afrykańskiej przygody. Mam nadzieję, że pogoda nie zepsuje mi tych ostatnich kilkuset kilometrów.

[ Dodano: 2013-05-30, 17:39 ]
Dzisiaj po ponad miesięcznej tułaczce dotarłem do domu . Bardzo fajnie zjeść obiad przy swoim stole:-). Dziękuję mojemu studentowi -Adamowi za odprowadzenie mnie Fazerem do domu ! Krótkie podsumowanie wyprawy już niebawem!